Nigdy nie zapomni tego widoku. Jej trupio bladego ciała i nabożnie złożonych na piersi rąk.
Will zawahał się na moment. Czego mi nie mówisz kuzynie?
Zapadła cisza. Bracia zmierzyli się wzrokiem, jeden z trwogą, drugi niedowierzaniem. Jednak Will nie martwił się teraz Edem. Zastanawiał się co Jon ma wspólnego z tą dziewczyną. Mógł się tylko domyślać, że chodziło o jakąś służącą. Którą? Trudno powiedzieć, bo w pałacu mieszkało ich ponad dziesięć. I dlaczego o wszystkim dowiaduje się ostatni?
A co, jeśli to jest pierścień tamtego faceta i ci ludzie mają coś z tym wspólnego? Cienka strużka potu zaczęła mi spływać w dół skroni i poczułam, że ledwo łapię oddech, który i tak był utrudniony z powodu gorsetowego wiązania w pasie.
– Tak jak się domyślałem, ten wypalony znak na piersi dziewczyny wygląda tak samo jak ten medalik. Trzy spirale połączone ze sobą. Pratt powiedział, że to niejaki triskelion, symbol życia, śmierci i odrodzenia.
– Nie, nic się nie stało. Po prostu się zgubiłam. – skłamałam, bo tak naprawdę nie miałam pojęcia jak się tu znalazłam.
– Lord Henryk William Shelby. – powiedział na głos do siebie. – Cóżeś ty zrobił, Henryku, że cię tak odseparowali od całej rodziny?
Nie da się zaprzeczyć, że Ferguson, mówiąc najdelikatniej, ma słabość do kobiet, Brakuje mu niestety edukacji w tej materii.
Nawet na chwilę nie zmrużyłam oka tej nocy. Skronie aż mi pulsowały od stresu. Na zewnątrz już świtało, o czym skwapliwie poinformował mnie kogut piejący gdzieś w oddali. Chyba nic z tego. Nie zasnę już.
– No bo spójrz, każdy pojedynczy mózg jest jak odrębny wszechświat, z taką samą ilością neuronów, ile gwiazd na niebie. Niby żyjemy wszyscy na tej samej planecie, jednak każdy z nas w kompletnie innej rzeczywistości. Bo jak się ma, na przykład, rzeczywistość mieszkańca Atlantydy, do rzeczywistości kogoś, kto mieszka, dajmy na to, w Meksyku? Nie wspominając już o tym, że nawet gdy żyjemy w tym samym kodzie kulturowym czy społecznym, to i tak, każdy mózg tworzy swoją odrębną, zupełnie odmienną rzeczywistość, snuje swoją własną, odrębną opowieść.
– Pani doktor June Newman. – usłyszałam jak Diana Snowhill wypowiada moje nazwisko. Spojrzałam w jej kierunku i dopiero teraz się zorientowałam, że wszyscy mają oczy skierowane na mnie. Diana patrzyła na mnie wyczekująco.
– Czy jest pani gotowa przybliżyć nam zadania swojego zespołu?
Jego twarz była teraz doskonale widoczna w świetle południowego słońca i mogłabym przysiąc, że już ją kiedyś widziałam. Chłopięce rysy, wysokie czoło, wyraźnie zarysowana szczęka i podbródek, bystre i przenikliwe spojrzenie pełne tajemniczości. Był tak przystojny, że zaparło mi dech w piersiach.
Przejechałam palcem po wypukłym hafcie przedstawiającym tarczę podzieloną na cztery części, w każdej złota lilijka. Nad tarczą korona, a z boku inicjały WS. S jak Shelby, a W? Przytknęłam chustkę do nosa i wciągnęłam powietrze, próbując przypomnieć jego zapach. Zapach powietrza, lasu i tabakiery. Schowałam ją pod poduszkę i ułożywszy głowę na miękkiej pościeli, zamknęłam oczy, oddając się rozmyślaniom na temat jej właściciela.
Gdyby rzeczywiście to był pierścień gościa z powozu, to po co by go zostawiali na widoku? Przecież to dowód w sprawie. Prawdziwy przestępca nie byłby taki głupi. Może to tylko przypadek? Może ten pierścień należy do lorda?
Drugi list był znacznie krótszy, napisany tym samym, niedbałym pismem. Właściwie, to nawet nie był list, tylko groźba: Jeśli piśniesz o mnie słowo, gorzko pożałujesz.
– No jak tam szalona blondynko w wirtualnym świecie? Poznałaś jakiegoś przystojniaka? Opowiadaj! – chwyciła mnie konspiracyjnie pod ramię i poprowadziła w stronę kuchni, gdzie krzątała się Gerta, ich domowy asystent.
– Ty?! Powalająca blondynka o umyśle Einsteina? Na prymitywną prowincję? Dlaczego?
– Powiedz mi, nie masz czasami ochoty się komuś zwierzyć, porozmawiać o tym co nas tam spotyka? Wiesz, komuś kto to zrozumie?
– Pewnie, że chcę, ale to wbrew regułom. Wymiana doświadczeń pomiędzy uczestnikami mogłaby dużo namieszać.
I wtedy wybuchłam płaczem, który za chwilę przeobraził się w wycie. Niech to już się stanie. Niech minie ten strach. Niech to już się wreszcie skończy.
– Lena, czy zdarzyło ci się opowiadać komuś swój sen? – zapytałam ją i nie czekając na odpowiedź, kontynuowałam. – Jestem pewna, że inni umierali z nudów, a ty dzielnie walczyłaś, żeby dobrać odpowiednie słowa i choć trochę oddać tamten klimat, lecz nigdy ci się to nie udaje. Inni ludzie nigdy tego nie zrozumieją, bo tu nie chodzi o obraz czy scenerię, ale o emocje, rozumiesz?
|
|




